Rafał A. Witkowski
Ai – co to za byt?
z cyklu Errata do współczesności
Wokół pojęcia bytu narosły nieporozumienia, które sprowadzają się głównie do utożsamienia bytu z bytem żyjącym. Słowo „byt” pojawia się też w Darwinowskim pojęciu „walka o byt”. Darwin utożsamił zatem byt z jego egzystencją tudzież z życiem lub z czymś bardzo ogólnym w jego teorii – z ewolutem. „Walka o byt” a raczej Darwinowskie pojęcie ewolucji podobne też jest do Arystotelesowskiej entelechii, która w bycie stanowi siłę ożywiającą ów byt, aktualizującą jego potencjał, doskonalącą go. Jednak entelechia jest wewnątrzbytowa, natomiast ewolucja idzie naprzód nie tylko, a nawet nie głównie przez czynniki wewnętrzne, ale i zewnętrzne. W wydaniu Marksa byt to także byt ekonomiczny – byt określa świadomość – czyli od zawartości portfeli, stopy życiowej zależą rzekomo światopoglądy, a im więcej ma się kasy, tym do coraz wyższych sfer się aspiruje i rzekomo tym jest się mądrzejszym.
Tymczasem bytem jest każda istota żyjąca i każdy nieożywiony przedmiot; wszystko co istnieje jest bytem. Wiemy o strukturze bytu: forma i materia, esencja i egzystencja, transcendentalia (prawda, dobro, piękno), o jego jednostkowości i odrębności z metafizyki Arystotelesa i jego godnego następcy Tomasza z Akwinu. Ale już przedsokratejscy filozofowie, jak Parmenides rozprawiali o bycie. Wraz z nauką o bycie – metafizyką, a później z ontologią (od XVIII wieku) rozwijać się zaczęła ufundowana na niej logika formalna (u Arystotelesa). Zasada (nie)sprzeczności wywiedziona została z Parmenidesowego „byt jest, niebytu nie ma” przez „byt nie może być niebytem, niebyt nie może być bytem”. Zatem dla przeciwników metafizyki mam wiadomość: nauka o bycie nie jest nielogiczna, ale na niej właśnie logika formalna opiera się. Nie mówiąc już, że jest to nauka, która uogólnia zdobycze fizyki, na podstawie których to uogólnień stawia fizyków na dywaniku i zadaje im kolejne pytania (i tak w nieskończoność, zatem nasuwa się logiczny wniosek – przepowiadanego końca nauki nie będzie)
Zmierzam do tego by sprawdzić, co oznacza gdy mówimy, że „sztuczna inteligencja” jest bytem. Przecież nie możemy rozumieć jej bytu jako życia, egzystencji, ani bycia (w pojęciu Heideggera) – to jasne, choć są tacy, którzy się ze mną nie zgodzą. Jeżeli stworzono programy, które symulują walkę o byt i dobór naturalny (a stworzono), to nie znaczy przecież że te programy lub piksele, lub „sieci neuronowe” żyją. Zresztą to, że programy potrafią „walczyć o byt” nie znaczy, że są podobne do nas ludzi – walka o byt cechuje cały świat biologiczny, jednak człowiek jest istotą przekraczającą, jak to się w filozofii mówi: transcendującą przyrodę i nawet samego siebie (samodoskonalącą się). A nawet jeśli Ai (artificial intelligence vel atrapa intelektu) ma jakąś tam zdolność do samodoskonalenia się (a jakąś tam ma), to jednak nie ma o swoim samodoskonaleniu pojęcia (chyba, że się wykuje na ten temat z włożonych do niej danych), w przeciwieństwie do człowieka, który ma samoświadomość.
Zatem, co należy rozumieć, gdy mówią, że Ai jest bytem? Jest bytem takim samym, jak każdy program komputerowy, jak przez człowieka stworzona w takim programie grafika, tekst. Przy udziale człowieka Ai produkuje bowiem inne byty (np. bardziej lub mnie mądrze brzmiące odpowiedzi na pytania).
Są entuzjaści Ai, którzy uważają, że może być ona świadoma. Entuzjaści strzelają sobie tym w kolano, bo jeśli mają rację, są wówczas kolaborującymi z czymś, co zagraża ludziom. Ja przychylam się do twierdzenia Rogera Penrose`a, że Ai nigdy nie uzyska świadomości, bo – powtarzam się – nie wiemy czym jest świadomość i tym bardziej nie wiemy, jak obdarzyć nią ów byt.
Entuzjaści wmawiają, że sieć neuronowa jest też bytem niezrozumiałym nawet dla tych, którzy ją zapoczątkowali pisząc algorytmy. Czyżby te wszystkie mądrości Ai na zamówienie różnych ludzi, były (nomen omen) w istocie wynikiem myślenia, a nie zasysania wiedzy z internetu – wiedzy, którą osiągnął człowiek? Już był omawiany problem praw autorskich naruszanych przez Ai i jej twórcy rzeczywiście dużo zrobili w kierunku, aby zassana informacja była opatrzona odpowiednim odnośnikiem. Zatem jak to jest? – Myśli sama czy powtarza, a w najlepszym razie kompiluje co napotyka w internecie?
Ze „sztuczną inteligencją” wiążą się jeszcze inne problemy etyczne (dla człowieka jest to problem). Otóż zachwiana została potrzeba rzetelnej i uczciwej nauki, rzetelnego, uczciwego i mozolnego zdobywania wiedzy. Sami naukowcy (zresztą wolę uczonych niż naukowców) chcą nieraz iść na skróty, przed czym przestrzegają matematycy, laureaci nagrody Fieldsa (odpowiednik Nobla w matematyce). Zauważyli oni, że generowane przez Ai odpowiedzi na pytania, zresztą właśnie na skróty, sprawiają, że naukowiec nie pokonuje tej drogi przez poszczególne etapy – etapy, które rozgałęziając się bywają dla nauki bardzo owocne. Dodam, że to samo dotyczy nie tylko matematyki, ale i humanistyki.
Kolejny problem etyczny, na który zresztą zwrócił uwagę pierwszy odcinek Dekalogu Kieślowskiego to odpowiedzialność. Skoro program może „podejmować decyzję” (gdzie w informatycznym systemie dwójkowym zero to załóżmy „nie”, jeden to „tak”), to kto ponosi odpowiedzialność za jego złe decyzje? Twórca programu, program, czy jego użytkownik? Jak widać odpowiedzialność tu rozpływa się.
Lepiej żeby taki byt, jak Ai nie określał świadomości. Zresztą nie lubię Marksa. A jak nie ma za co lubić unijnych dyrektyw, tak jak widać są powody by „sztuczną inteligencję” poddawać europejskim regulacjom i ograniczeniom.
Warszawa, 2026
copyright by Rafał A. Witkowski
Wszelkie prawa zastrzeżone