Maisons-Laffitte.pl

 

 

 

Rafał A. Witkowski
Filozofia. Nauka. Ideologia. Fortitudyzm – wstęp

Niniejszy szkic zaczynam od filozofii z tego powodu, że jej obszerne elementy stanowią metodologię nauk (o których będzie mowa w drugiej części), nawet jeśli nie są nastawione do tego jednoznacznie, jak wskazują tytuły prac: Rozprawa o metodzie (Kartezjusz) lub Logika odkrycia naukowego (Popper). Bez teorii poznania, epistemologii nie zaistniałyby nauki; odważę się nawet na stwierdzenie, że również metafizyka (ta wywodząca się od Parmenidesa) stanowi źródło logiki formalnej Arystotelesa (Parmenidejski byt, który nie może nie-być jest zarówno wynikiem – pisząc to narażam się empirystycznym przeciwnikom wszelkiej metafizyki – doświadczenia naocznego, jak i źródłem Arystotelesowskiej zasady niesprzeczności). Logika zaś jest gramatyką wszelkich nauk, zarówno przyrodniczych (od Galileusza wiadomo też, że „księga przyrody zapisana jest językiem matematycznym” – językiem który jest logiczny, co utwierdziła logika matematyczna), jak i humanistycznych. Skoro zaś etyka jest gramatyką życia społecznego (Tischner) opartą na logice, logika (lub jej brak) ma ogromny wpływ na relacje międzyludzkie, wszelkie zjawiska społeczne, w tym na mądre (lub niesprawiedliwe w przypadku braku logiki) prawo i ekonomię.

 

I naprawdę nie potrzeba całej marksistowskiej ekwilibrystyki, aby życie było znośne. Wystarczyłoby, aby wszyscy kierowali się logiką – rozumem i rozumną etyką.

 

Epistemologia i metafizyka fundują się nawzajem – słusznie zauważył Tatarkiewicz. Bez wiedzy o naszym poznaniu i o jego błędach oraz o tym, jak owe błędy korygować, nie wiedzielibyśmy jak poznawać byt; z drugiej strony wiedza o bycie sprawia, ze poznanie jest ostrzejsze.

 

Filozofia bytu (metafizyka, ontologia) w ogóle lubi być i na początku, i na końcu wszelkich dociekań. Metafizyka, jak już pokazałem powyżej, funduje wszelką naukę, ale też obecna jest za drzwiami wyjściowymi nauki. Pozytywizm chciał, żeby filozofia stanowiła uogólnienia wiedzy naukowej. Istotnie – filozofia jest wiedzą ogólną, z której wyrosły nauki szczegółowe (diabeł tkwi w szczególe, ale Absolut w ogólności). W związku ze swoją ogólnością może sprowadzać nauki do wspólnego mianownika, może także po fizyce zadawać kolejne metafizyczne kwestie (np. co było przed Wielkim Wybuchem lub czy zasada nieoznaczoności Heisenberga ma swój odpowiednik w świecie poza cząstkami elementarnymi), których rozwiązanie podsuną znowu nauki m.in. przyrodnicze.

 

Arystoteles mówił o konieczności fundowania wiedzy na aksjomatach (jego słynne „całość poprzedza części”), z których dedukowana ma być cała reszta (dedukcja od ogółu do szczegółu). I spełnieniem tego wezwania była geometria Euklidesa, która – jako idealna – nie sprawdza się w makroświecie czasoprzestrzeni. W XVI w. Francis Bacon zaproponował naukę opartą na indukcji – empiryzm od szczegółu do ogółu. W tym paradygmacie mieści się także metodologia pozytywistyczna (Comte).

 

Już Kartezjusz postulował naukę bezzałożeniową, co rozwinęła fenomenologia Husserla, który opracował model metody, polegającej na wzięciu w nawias przesądów (przed-sądów, również tych ideologicznych) i poznawaniu czystą świadomością.

 

Filozofia sztuki i estetyka filozoficzna są refleksjami na temat dzieł sztuki zastanych, ale także nieraz stanowiły punkty wyjścia dla nowych kierunków sztuki ufundowanych na tych filozofiach. Stanowią one (te filozofie) najczęściej jednak narzędzie do analizy i interpretacji sztuki. Hermeneutyka filozoficzna daje narzędzia do interpretacji nie tylko literatury, ale i całej rzeczywistości symbolicznej („rzeczywistość jak swiat symboli” Goethego).

 

Powiedziałem trochę o filozofii jako metodologii nauk. Powiedzmy teraz o różnych izm-ach w filozofii. Oczywiście, jeśli nie mają wyraźnych zabezpieczeń w swoich strukturach, grożą one według P. Ricoeur'a (I nie ma powodów by w to mu nie wierzyć) zideologizowniem filozofii i przedmiotów swoich dociekań. Empiryzm deprecjonuje myślenie, racjonalizm dyskredytuje intuicję, doświadczenie pochodzące od zmysłów, Bergsonowski intuicjonizm na rzecz zabsolutyzowanej refleksji o przeszłości pomija myśl o czasie przyszłym. O innych izm-ach powiemy sobie w części o ideologii.

 

Filozofia, która zna swoje miejsce (jako metodologia nauk, uogólnienia wyników nauk, sposób poznawania i bycia) i która nie określa siebie nauką ma szansę nie stawać się ideologią. Marks swoją filozofię określał socjalizmem naukowym i wyszło, jak wyszło.

 

NAUKA

Pierwszą racjonalną metodą poznania w dziejach była filozofia. Narodziła się w VII w.p.n.e jednocześnie w świecie zachodnim i na wschodzie (Konfucjusz, Budda). Matematyka już wtedy uznawana była za tą, która dociera do istoty rzeczywistości (Pitagoras i jego uczniowie), historia (historiografia) była pierwszą nauką szczegółową (z niej wykształciły się dalej, począwszy od Vasariego w XVI w. historia sztuki – skodyfikowana po raz pierwszy na uniwersytecie w Getyndze w XIX w.; historia filozofii, idei, nauki).

 

Z filozofii stopniowo wyłaniały się filologia, fizyka, ekonomia, psychologia, kogniwistyka itd. Dalej nauka ulegała coraz większej specjalizacji i uszczegółowieniom. Zaczęli pojawiać się specjaliści, a na dalszy plan – niestety – zeszła inter/multidyscyplinarność (człowiek renesansu, jakim był np. da Vinci).

 

Nauki przyrodnicze, takie jak fizyka, od Galileusza przez Newtona do dzisiaj korzystają z języka matematycznego do opisu rzeczywistości. A raczej odkrywają ten język zakodowany w przyrodzie. Po sukcesach tych nauk, których owocem była rewolucja przemysłowa, również nauki humanistyczne próbowano „umatematyzować”, uczynić z nich nauki ścisłe (pozytywizm, Husserl). Ponieważ okazało się to niemożliwe (karkołomne doszukiwanie się przez Marksa praw dziejów na wzór praw przyrody owszem spotkało się z aprobatą połowy świata lub zostało jej narzucone – połowie świata, która w następstwie popadła w regres ekonomiczny i moralny; druga połowa świata jednak szukała innych możliwości bardziej efektywnie), Dilthey uznał, że należy rozdzielić nauki (choć widział analogie badań humanstycznych do przyrodoznawczych)wyjaśniające (nauki przyrodnicze) od rozumiejących / interpretujących (nauki o duchu: Geisteswissenschaften). Podział ten nie był i nie jest oceniający, wynoszący jedne nauki nad inne. Tym niemniej stanowiło to nobilitowanie deprecjonowanej dotychczas humanistyki.

Jedynie językoznawstwo zbliżyło się do nauk ścisłych, co bardzo imponowało C. Lévi-Strauss`owi, który na wzór strukturalizmu w lingwistyce de Saussure`a stworzył antropologię strukturalną.

Wiele sukcesów w jednych dziedzinach nauk, dawało inspiracje dla nauk odrębnych, do ich zbliżenia się. Tak się stało z psychoanalizą Freuda i psychologią głębi Junga. Oczywiście nauki Freuda były inspiracją także dla twórczości surrealistów, jednak trzeba zauważyć, że psychoanalityczna teoria sublimacji popędów i treści wypartych w tworzenie dała inspirację do psychoanalitycznej historii sztuki, krytyki artystycznej.

Czy jest natomiast możliwa nauka wolna od przed-rozumienia ideologicznego, nieuwikłana w ideologiczne dyskursy? O tym powiemy sobie za chwilę.

IDEOLOGIA

Paradoksalnie pierwszym krytykiem ideologii był twórca jednej z najbardziej plugawych ideologii w historii – współautor Manifestu komunistycznego, K. Marks.

 

Ideologia pojawia się zazwyczaj tam, gdzie filozofia nie mówi o sobie, że jest filozofią, lecz nauką; właśnie Marks mówił o swojej teorii jako naukowym socjalizmie.

 

Przyjrzyjmy się Marksowskiej krytyce ideologii. Otóż uważał ją za wyraz interesów klas panujących, tych którzy dysponowali środkami produkcji – burżuazji. Za ideologię uważał także religię (nie on ostatni), która według niego nie tylko jest „opium dla mas” ale i podtrzymuje i legitymizuje strukturę społeczną, a przede wszystkim jej górną warstwę – władzę.

 

Dokładnie to samo, co Marks powiedział o kapitalizmie stosuje się do komunizmu, wszak i w tym ustroju ukształtowała się burżuazja (czerwona burżuazja którą przewidziała Róża Luksemburg). Resztę znamy (odsyłam do mojej Anatomii totalitaryzmu).

 

K. Mannheim w swojej Ideologii i utopii zastanawiał się nad tym czy jakikolwiek pogląd nie wiąże się z interesem, a zatem czy możliwy jest obiektywizm. Habermas podjął krytykę ideologii w podobnym duchu. Wszyscy oni jednak, jak i cała Szkoła Frankfurcka (z której wywodzi się Habermas), ograniczyli się (z przyczyn nomen omen – ideologicznych, będąc blisko marksizmu) do krytyki faszyzmu, kapitalizmu i religii. Jedynie E. Fromm z tej samej szkoły uczciwie rozpatrywał także komunizm w swojej krytyce totalitarnego państwa.

 

Wróćmy do początków. Otóż pojęcie ideologia ukuto w XVIII w. i oznaczało ono naukę o ideach, a zatem i historię idei. Jako pejoratywne określenie poglądów przeciwników użył go po raz pierwszy Napoleon. Zresztą Oświecenie, a zatem XVII – XVIII w., było epoką, w której był wysyp prądów myślowych, określanych dziś jako ideologie w sensie stosowanym po Marksie. To właśnie owe izmy: racjonalizm, klasycyzm, socjalizm, liberalizm, feminizm, romantyzm, konserwatyzm.

 

Wszystkie izmy charakteryzują się też monizmem, czyli oparciem o jedną – główną zasadę. Racjonalizm zabsolutyzował w ten sposób rozum (w imię którego szalały gilotyny), klasycyzm – tradycję antyku klasycznego, socjalizm – społeczeństwo kosztem jednostki, liberalizm mówi o wolności, ale stał się ideologią swawoli, feminizm absolutyzuje i ideologizuje płeć żeńską, romantyzm i konserwatyzm – tradycję i stasus quo. Na pierwszy rzut oka to nic złego, ale jak przypomnimy sobie, że prowadzi to do monizmu partyjnego, jak w komunizmie, faszyzmie i narodowym socjalizmie – nie wygląda to zbyt różowo.

 

Uczciwa filozofia właśnie nie pretenduje do bycia ideologią, ale zabezpiecza się i broni przed jej upolitycznieniem i wykorzystaniem przez różne grupy interesu. Z drugiej strony – w punkcie wyjścia zamierza być wolna od przed-sądów ideologicznych, stara się być maksymalnie obiektywna. Myśl zaś, która zamierza być uczciwą ideologią (a może taka się przydać, wszak polityka bez ideologii to polityka bezideowa i bez możliwości rozwoju, na co zwróciła uwagę już A. Rand) nie określa się naukową. W ten sposób taka ideologia ma szansę nie być wykorzystana do niecnych, ukrytych celów. Taką ideologię jako trzeci filar mojej myśli tworzę pod nazwą fortitudyzm (łac. fortitudo – męstwo).

 

FORTITUDYZM – wstęp

Wszystkie dotychczasowe ideologie zaczynają się od stosowania pięknych pojęć. Np. racjonalizm – od rozumu, socjalizm – społeczeństwa, liberalizm – wolności, komunizm – wspólnoty. Tutaj jednak zaczniemy mocniej: od męstwa, a z fortitudo wiąże się forte (silnie, mocno). Daleko jesteśmy jednak od wiązek (fasces) rózg liktorskich trzymanych silną ręką. Nie o to chodzi. Piszę to na wypadek, gdyby jakiś kolejny niefrasobliwy Mussolini przyszłości chciał podeprzeć się tą ideologią.

Tutaj wychodzimy z założenia, że moc tkwi w cnocie, w panowaniu nad złymi skłonnościami, nawykami, na dyscyplinie umysłowej. To nie jest ideologia dla występnych i niemoralnych; tutaj są oni wykluczeni. Tym niemniej fortitudyzm można zrozumieć nie będąc fortitudystą,

 

Moc jest tam, gdzie mimo trudności i poczucia bezsensu i nieracjonalności danego czasu oraz miejsca, obstajemy przy tym co dobre, gdy wytwarzamy swój sens (cele). Taką lekcję można wyciągnąć z lektury Męstwo bycia P. Tillicha. Bycie sobą w fałszywym świecie, a raczej w takim jego obszarze (bo rzeczywistość jest mimo wszystko racjonalna – patrz kod matematyczny przyrody, wszechświata, czasoprzestrzeni) wymaga dużej odwagi.

 

Pamiętamy Platoński dialog Laches, traktujący o męstwie. Ludzkość wie stamtąd, że tylko głupiec niczego się nie boi, a męstwo tkwi w tym, że przezwycięża się strach i rozważnie konfrontuje się z źródłem lęku. Bądźmy Platończykami!

 

Pamiętamy męstwo impresjonistów, którzy obstawali przy swoim mimo panującemu i opresywnemu akademizmowi. Dzisiejsze dyskursy ideologiczne i cenzorzy z nimi związani każą tworzyć taką, a nie inną sztukę. Ale prawdziwy artysta ucieka od poklasku motłochu, jaki tworzy się przez panujące narracje. To jego siła, to siła wszystkich twórców, którzy tworzą w zaciszu, z dala od szumu medialnego. Ta siła zburzy jak zwykle najgrubsze mury. Podobnie jest z uprawiającymi filozofię i naukę.

 

Filar ten jest ideologią, a zatem nie musi ten krótki wstęp do fortitudyzmu unikać odniesień do polityki i możemy zakończyć go słowami F. D. Roosevelta: „jedyną rzeczą jaką powinniśmy się bać, jest sam strach”. No, może nie jedyną. Bać się trzeba owszem paraliżującego strachu, jednak stres potrafi też być motorem działania. Bać się trzeba też głupoty, a więc i beztroski.



Warszawa, 2026

 

copyright by Rafał A. Witkowski

wszelkie prawa zastrzeżone

 

 

 

powrót na stronę główną